niedziela, 7 maja 2017

Rozdział 53 - "Cisza przed Burzą"

[...] Draco spojrzał na niego odrobinę zawstydzony, ale momentalnie nad jego mimiką przejął stery ten stary dumny Malfoy, którego jeszcze tak dobrze pamiętałam. Posłałam mu w duchu pobłażliwe spojrzenie – Malfoy zawsze będzie Malfoy’em. Dokładnie w tej samej chwili usłyszałam odważne:
- Tak, to my. Mógłbyś nas zaprowadzić do Dumbledore’a? Musimy z nim... coś załatwić.


***

 Mina chłopka zrzedła, kiedy usłyszał nazwisko wymienione przez Draco. Chłopak spoglądał to na mnie, to na niego, wyglądając przy tym na coraz bardziej spanikowanego. Spuścił wzrok i odetchnął głęboko. Kiedy ujrzałam jego oczy wiedziałam, że musiało stać się coś, czego żadne z nas się nie spodziewało.
- Chyba musicie pogadać z kimś z „góry” – westchnął ciężko i gestem ręki wskazał nam kierunek do gabinetu dyrektora.
Czułam jak palce Draco coraz mocniej zaciskają się na mojej ręce. Widziałam jego zdenerwowanie. Zresztą byłam w tym samym stanie, bo chłopak przed nami zachowywał się co najmniej dziwnie. Miałam ochotę pomachać mu różdżką przed oczami i krzyknąć głośno: „To jest Hogwart, hello?” Powstrzymałam się jednak i starałam się zrozumieć o co mogło mu chodzić.
- Co to znaczy „z kimś z góry”? – wymamrotał Draco dziwnie słabym głosem, który chyba przestraszył chłopaka, bo jeszcze bardziej pobladł.
Zaczęłam rozglądać się dookoła Wielkiej Sali. Zaczynało nam się przyglądać coraz więcej uczniów. Każdy z nich miał coś w rękach i pracował ciężko nad sprawieniem, aby ta rzecz stała się użyteczna. Widziałam na ich twarzach zmęczenie, niekiedy nawet grymasy bólu. To było więcej niż zastanawiające.
Co prawda wiedzieliśmy bardzo dobrze o tym, że Voldemort planuje atak na Hogwart, kiedy tylko się tutaj pojawimy, ale nie wiedzieliśmy, że sama szkoła przygotowuje się do tego tak dokładnie. Myślałam, że...
- Bariery tego nie wytrzymają... – mruknęłam cicho.
Draco wbił we mnie zdziwione spojrzenie, a chłopak naprzeciwko nas odetchnął cicho, tak jakby przez cały czas rozmowy z Draco wstrzymywał oddech. Czyżbyśmy stali się tak samo onieśmielający jak Harry? Spróbowałam się uśmiechnąć na tą myśl, ale po minie mojego chłopaka wywnioskowałam, że wyszedł z tego jedynie grymas.
- O czym ty mówisz, Hermiono? – napięcie w jego głosie dotarło do mnie ze zdwojoną siłą.
- Mówię, że bariery, które chronią Hogwart przed wpływami z zewnątrz, nie wytrzymają ataku Voldemorta.
- Skąd możesz to wiedzieć? – zaśmiał się nerwowo, za co skarciłam go surowym spojrzeniem.
- Rozejrzyj się! – warknęłam. – Oni wszyscy szykują się do wojny. Popatrz na ich twarze i to co robią!
Draco omiótł spojrzeniem całą salę, po czym jego wzrok padł na chłopaka naprzeciwko nas. Obydwoje gapiliśmy się na niego dobre kilka sekund, dopóki Draco nie odchrząknął i nie puścił mojej ręki.
- Jak ty się w ogóle nazywasz, co? – zagadnął do chłopaka już trochę bardziej przyjaźnie.
- Andrew – odpowiedział i uśmiechnął się do nas szeroko. – Przepraszam, że tak się zdziwiłem na wasz widok, ale mówi się o was i o Harrym Potterze już od dobrych kilku dni! Cały Hogwart huczy, odkąd dostaliśmy informację o nieformalnej wojnie, wszyscy automatycznie zjawili się tutaj, w szkole, ale mnóstwo osób myśli, że to tylko jakieś bujdy i wyjeżdżają... zostaje nas naprawdę bardzo mało, większość rodziców przyjechała po dzieci. Myśleliśmy, że będzie nas więcej, ale... – spuścił głowę zawstydzony. – Zostali tylko ci z 7 roku, niektórzy z 6 i 5, którzy sprzeciwili się rodzicom... i kilkoro nauczycieli... ale to i tak bez sensu. Nie było was przez tak długi czas, że...
Cały jego entuzjazm opadł, a my w napięciu czekaliśmy na ostatnie słowa, które chciał do nas skierować. Sprawiał wrażenie, jakby te słowa nie potrafiły mu przejść przez gardło. Po kilku chwilach na jego twarzy zagościł smutny uśmiech, a kiedy zamierzał po raz kolejny dokończyć to zdanie, jego oczy zdawały się wręcz przepraszać.
- Wszyscy myśleli, że zginęliście. Tym bardziej, kiedy kilka godzin temu dotarła do nas informacja o aresztowaniu rodziny królewskiej we Francji.
Czułam jak moje nogi stają się miękkie. Musiałam oprzeć się na ramieniu Draco, żeby nie upaść – po raz kolejny. Draco przytrzymał mnie mocno i spojrzał ze spokojem w spanikowaną twarz chłopaka.
- Nic jej nie będzie, nie martw się. Bylibyśmy jednak ogromnie wdzięczni, gdybyś zaprowadził nas do dyrektora.
- Jasne – rzucił Andrew, po czym ruszył w stronę schodów.
Podążaliśmy za nim, wpatrując się w swoje splecione dłonie.
- Wizja była prawdziwa – stwierdził ostrożnie Draco, patrząc mi w oczy.
- Gdyby była fałszywa, nie zdecydowalibyśmy się na teleportację.
- Wiem – odpowiedział smutno.
Jednak ton jego głosu w niczym nie przypominał smutku, który widziałam w jego oczach. Taki smutek ja jednak czułam głęboko w sercu i nie potrafiłam pozbyć się wrażenia, że to jeszcze nie koniec beznadziejnych informacji.

***

Za drzwiami ujrzałam wszystkie twarze, o których istnieniu przez ostatnie miesiące niemal zapomniałam. Kiedy przekroczyliśmy próg, profesor McGonagall zamilkła i rzuciła mi zdzwione spojrzenie. Momentalnie kilka głów odwróciło się w naszą stronę.
Ulga, którą zobaczyłam na ich twarzach, nie tyle mnie zdziwiła, ile zrozumiałam, że to wszystko przeze mnie i przez moją ucieczkę. Dotarło do mnie jak głupim pomysłem było odcięcie się od nich wszystkich bez powiedzenia choć jednego słowa. W powietrzu aż czuło się zdenerwowanie.
Podniosłam głowę i spojrzałam na nich przepraszająco. Najbardziej zdumiony wydawał się Harry. Stał blisko profesorki i widać było, że jeszcze przed chwilą o czymś z nią zaciekle dyskutował. Miał skrzyżowane ręce na klatce i rzucał mi wściekło-zdumione spojrzenie. Czułam jak łzy napływają mi do oczu. Nie chciałam patrzeć na Draco, bo wiedziałam, że on musi to przeżywać jeszcze bardziej.
Ta cisza zabijała nas wszystkich po kawałku.
Kiedy po moich policzkach spłynęły pierwsze łzy, spuściłam głowę i westchnęłam ciężko. Chciałam coś powiedzieć, przeprosić... ale słowa ugrzęzły mi w gardle i nie była w stanie powiedzieć absolutnie niczego.
Kiedy poczułam jak ktoś ociera mi łzy kciukami i delikatnie bierze moją twarz w swoje ręce, byłam przekonana, że robi to Draco.
- Dzięki Bogu, że żyjesz, Granger -  usłyszałam szept Harrego. – Że jesteś cała i zdrowa...
Gwałtownie otworzyłam oczy i podniosłam głowę do góry. Harry Potter spoglądał na mnie ciepło. Zauważyłam, że nie marszczy czoła i że naprawdę musi czuć ulgę.
W oczach miał łzy...
- Gdyby coś Ci się stało... gdybyś i ty zginęła...
- Harry – szepnęłam, czując się jakby ktoś uderzył mnie po bardzo długim czasie snu -  Harry... przepraszam... naprawdę... przepraszam... nie chciałam... wybacz mi, błagam...
Nie dokończyłam, bo chłopak złapał moją rękę i przyciągnął mnie do siebie, zamykając w szczelnym uścisku. Totalnie się rozkleiłam, łkając w jego koszulkę.
Im więcej było łez, tym większą ulgę czułam. Oni o nic mnie nie osądzali, po prostu cholernie się martwili, a ja nie dawałam znaku życia.
Harry głaskał mnie po włosach. Powoli zaczęłam się uspokajać.
- Przecież mówiłem Ci, że zawsze będziesz dla mnie jak siostra. Tak bardzo się martwiłem, myślałem, że...
Poczułam jak do uścisku wprasza się Draco. Uśmiechnęłam się przez łzy.
- Tak bardzo za wami tęskniłam! – jęknęłam, kiedy Ginny próbowała mnie udusić, a Fred i George rzucili jakiś żart na rozładowanie sytuacji.
W ich spojrzeniach nie widziałam strachu, ale szczęście i zrozumiałam, że właśnie o to walczymy – o rodzinę i o przyjaciół.
„Aby Hogwart nie runął. Aby Dom pozostał Domem.”

***

- Udało wam się teleportować bez wiedzy strażników?
- Tak. – uciął krótko Mattie, próbując złapać oddech. – Gdyby nie ojciec, oni również zostaliby aresztowani.
- Czy on... – Gabrielle urwała w połowie, a jej głos zaczął się trząść.
- Żyje – stwierdził Mattie smutno. – Ale nie miał wystarczająco dużo siły, żeby teleportować się... tutaj.
Kobieta oparła się ciężko o ścianę i bez entuzjazmu spojrzała na ogromny zegar, wiszący w sali balowej. Jej oczy wyrażały smutek, ale na twarzy szybko pojawiła się determinacja.
- Ile mamy czasu?
- Niewiele – powiedział Mattie. Wydawał się być coraz bardziej zrezygnowany. – Wiem, że Hermiona i Draco są już w Hogwarcie. Strażnicy ministerstwa wkrótce dowiedzą się, że zwiałem z celi. Myślę, że Voldemort wie już o wszystkim... Ma kontakty wszędzie – ramiona Mattiego opadły, ukrył twarz w dłoniach i zdawał się być totalnie wypruty z jakichkolwiek emocji.
Gabrielle podeszła do niego i delikatnie ścisnęła go za ramiona. Na jej twarzy pojawił się lekki uśmiech.
- Wiesz, że wszystko będzie dobrze.
- Mamo... – jęknął, ciągnąc palcami za końcówki swoich włosów. – Nic nie będzie dobrze. Jeśli zaraz czegoś nie wymyślę, oni wszyscy zginą!
- Nikt nie zginie, synu! – Gabrielle potrząsnęła jego ramionami i odwróciła jego twarz w swoją stronę.
Spoglądał na nią bezsilnymi oczami, które już całkowicie straciły nadzieję. Kucnęła przed nim, wzięła jego ręce w swoje dłonie i spojrzała mu w oczy, posyłając jedno z tych kojących spojrzeń, które w przeszłości tak dobrze na niego działały.
- Król Magii nie może się załamywać, skarbie. Musisz być dla nas ostoją... – mówiła cichym i spokojnym głosem.
- Ale ja nie wiem co robić, mamo! – krzyknął.
- Wiesz, co robić – powtórzyła jeszcze raz od początku. – Nawet jeśli tego jeszcze nie czujesz, to przyjdzie z czasem. – delikatny uśmiech pojawił się na jej twarzy.
Mattie zdawał się prowadzić walkę z samym sobą. Gabirelle wiedziała, że podjęcie właściwej decyzji zajmie mu trochę czasu. Miała jednak nadzieję, że będzie to właściwy wybór.

***

Sen nie jest najlepszą ucieczką przed rzeczywistością. Nie sądzisz, że pora już wstać?
Słowa rozbrzmiały w jej głowie niespodziewanie. Nie potrafiła otworzyć oczu, nie czuła ciała, dookoła było pełno mroku. Przeraziła się, że to już koniec. Czy wojna już minęła?
Wojna trwa, czarownico.
Powoli przypominała sobie ostatnie wydarzenia. Wiedziała, że na pewno znajduje się w Paryżu, bo właśnie tam była, kiedy przekazywała informacje Magom Francji. Jednak gdzie była w tym momencie? Dlaczego nie potrafiła otworzyć oczu?
To był Twój wybór, czarownico. My tylko pomogliśmy Ci poradzić sobie z magią.
Co znaczyła magia w ogromie tego wszystkiego czego doświadczała? Jak można było być zwykłym czarodziejem, kiedy na świecie istniały tak potężne starożytne moce?
Strażniczka Magii nie powinna czuć takiej żądzy, czarownico.
Chciała się tylko stąd wydostać.  Wiedziała, że powinna wrócić zaraz po ogłoszeniu wieści, ale magia zaczęła przeważać nad zdrowym rozsądkiem.  Czy to był jej rodzaj kary?
To nie kara, moja droga. To szansa doświadczenia czegoś… innego.
Czuła to, ale w dalszym ciągu bała się otworzyć oczy.
Musisz pokonać strach, czarownico. Kiedy to zrobisz, nic nie pozostanie już dla ciebie tajemnicą.
Jej myśli zaczęły błądzić. Szukała jednego, niesamowicie ważnego pytania. Czy Oni byli w stanie na nie odpowiedzieć?
My nie, ale tak potężna strażniczka może uzyskać odpowiedzi z pierwszej ręki.
Wahała się. Serce waliło jej jak młotem. Więc jeśli… Czy to możliwe…
Głęboki oddech.
Nawet to jak spełnić przepowiednię? To też przestanie być tajemnicą?
Otwórz oczy i się przekonaj, Strażniczko.

***

- Wyjdźcie – poleciła McGonagall, po czym zwróciła się w stronę naszej trójki. – Granger, Malfoy i Potter zostają. Resztę proszę o pomoc w zabezpieczaniu bariery.
Gdy drzwi ostatecznie się zatrzasnęły, profesor uśmiechnęła się dobrodusznie w naszym kierunku.
- Cieszę się, że Was widzę. Harry, jak wygląda sprawa z horkruksami?
Chłopak natychmiast spoważniał.
- Zostały co najwyżej dwa:  diadem Roweny Ravenclaw i pierścień Salazara Slytherina.
- Mówiono, że diadem został stopiony i zamieniony w pierścień – momentalnie wcięłam się mu w słowo.
- Nikt nie wie czy to jest prawda, Hermiono – zauważyła profesor McGonagall. – Gdyby tak było, Helena nie powiedziałaby Harremu o ukrytym diademie.
- A zrobiła to? – zapytał Draco z błyskiem w oku.
- Tak – Harry westchnął ciężko. – Ale muszę to najpierw sprawdzić. Draco? – Harry wyciągnął dłoń w stronę Malfoy’a i uśmiechnął się chytrze. – Wchodzisz w to?
- Pewnie, stary! – uścisnął jego rękę. – Swoją drogą… Ty i Ginny, to już oficjalne?
Odwróciłam się gwałtownie i wbiłam w Harry’ego przenikliwe spojrzenie. Za to on miażdżył wzrokiem mojego chłopaka.
- To miała być tajemnica, Malfoy – warknął przez zęby. Podeszłam do niego i chwyciłam go za ramiona.
- Co ma być oficjalne, braciszku? – zapytałam stanowczo.
Na jego twarzy zauważyłam determinację, ale pod wpływem spojrzeń moich i Draco, chłopak zaczął się przełamywać.
- Więc? – ponagliłam.
Draco przytulił się do mnie znienacka i konspiracyjnie szepnął mi do ucha:
- Ginny jeszcze nie pokazała ci pierścionka?
Pisnęłam i zakryłam usta dłońmi. Miałam ochotę skakać.
- Oświadczyłeś się jej?!
- No… na to wygląda…
- I nie zapytałeś mnie o zdanie?! – oburzyłam się. – To JA powinnam pomóc wybrać ci pierścionek i … i  w ogóle!
- Wiem – przytaknął. – Ale wiedziałem, że jesteś nie w formie, a chciałem to zrobić przed wybuchem wojny, więc… Poza tym Draco mi pomagał, a to prawie jakbyś ty też pomagała…  – Harry nieudolnie próbował się tłumaczyć, na co tylko uśmiechnęłam się z politowaniem i mocno go przytuliłam.
- Gratuluję, braciszku! Jestem z ciebie mega dumna – szepnęłam, tamując łzy.
- Dobra, koniec czułości. – Draco rozdzielił nas ramieniem. – Mamy robotę, pamiętasz Potter?
- Jasne – spojrzał na mnie. –  Uważaj na siebie, Miona.
- Wy również -  puściłam im całusa w powietrzu, po czym usłyszałam jak Draco z werwą wrzeszczy na cały korytarz:
- Adiós, amigos!

***

Kiedy pierwsze raz śmierciożercy zaatakowali Hogwart, wszyscy poczuliśmy się tak, jakby przez moment ziemia ruszała nam się pod stopami. Zamarliśmy w bezruchu, próbując wyczuć, co przeciwnik ma zamiar zrobić w następnej kolejności.
Nastała długa cisza, której nikt z nas się nie spodziewał.
Potem usłyszeliśmy ogromny huk.
Ziemia znów się trzęsła.
Spotkałam ich na wielu korytarzach, wściekłych, zbuntowanych, pełnych czarnej magii…
Kiedy zauważyłam pierwsze z zaklęć lecące w moją stronę, skamieniałam.
A więc to już ten moment…
Walczymy.
Wojna się rozpoczęła.
Poczułam migotanie na opuszkach palców. Pomimo strachu, dodało mi to otuchy. Starożytna magia – wymysł czy też prawda – uratowała mi już życie kilkukrotnie.
Ale wtedy byłam samotna i nie wiedziałam dokąd to wszystko mnie doprowadzi.
Teraz wystarczyło jedynie zaufać i dać się ponieść na fali.
Może wyniknie z tego coś, czego sama się nie spodziewam?
Uśmiechnęłam się chytrze i spojrzałam na mojego przeciwnika. Wiedziałam, że jestem od niego o niebo lepsza.
Zaufałam. Wszyscy zaufaliśmy.
„Dasz radę!” , pomyślałam i z tymi słowami w głowie rzuciłam się w wir walki.

****

Jeżeli już dotarłeś do tego miejsca, proszę Cię, skomentuj i podziel się ze mną swoją opinią :) To dla mnie naprawdę ważne! :*

Witajcie kochani! J
Mam nadzieję, że przetrwaliście zimę, święta, śnieg, deszcz, pierwsze roztopy i wszystkie egzaminy, które w ostatnim czasie się odbywały. Chciałam Wam także powiedzieć, że jednak te 4 miesiące w dalszym ciągu nic nie zmieniły, dalej o Was pamiętam, dalej chce ukończyć Antique Destination i dalej chcę pisać. Przynosi mi to ogromną radość, a świadomość, że dalej czekacie, jedynie bardziej mnie napędza, żeby pisać częściej J Czasem się to udaje, czasem mniej, ale ilość spraw, które mam na głowie momentami aż mnie przytłacza niestety.
Chciałabym podziękować Wam za wszystkie komentarze, które pojawiły się w czasie tych 4 miesięcy – jesteście niesamowici! :* Dziękuję! J
Wiosna rozkwita, mam nadzieję, że w tym roku zaskoczy nas naprawdę upalne lato! Życzę wam, abyście się nie poddawali, do końca roku zostało już naprawdę niewiele J
Całuję, Wasza Victorie la Roulette!





6 komentarzy:

  1. Ależ frapująca akcja, podnosząca ciśnienie końcówka. Tak, właściwe podejście "dasz radę!" - z innym w ogóle nie ma co zaczynać walki, wynik z góry przesądzony :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wytrzymałam do teraz i wytrzymam już do samego końca. Cieszę się, że mogę być częścią tej historii, nawet jeśli jestem tylko biernym obserwatorem ;)
    Pozdrawiam,
    Lilith ❤

    OdpowiedzUsuń
  3. Trafiłam na to opowiadanie przez przypadek :) ale cieszę sie, że je znalazłam. Mam nadzieje, że nie bedziesz nas trzymać w niepewności i jeśli czas ci na to pozwoli szybko je dokończysz :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jezuuuu, w końcu następny rozdział!!! Już nie mogłam się doczekać, ta historia jest niesamowita! Z niecierpliwością czekam na kontynuację *-* *-*

    OdpowiedzUsuń
  5. O.o Rozdział jest już ok. miesiąc, a ja go zauważyłam dopiero teraz?!
    Co się ze mną ostatnio dzieje... :|


    A tak w ogóle jak zwykle genialny

    OdpowiedzUsuń